Przemyślenia outsidera – CrossFit po raz ostatni?

Przemyślenia outsidera – CrossFit po raz ostatni?

Na przestrzeni ostatnich kilku lat przypięto mi łatkę hejtera CrossFit’u. Zrobiono to tylko dlatego, iż nie wypowiadałem się o nim jedynie w sposób pozytywny, czyli nie taki jaki oczekiwano i do czego się przyzwyczajono. Kilkakrotnie przy różnych okazjach, głównie facebook’owych wymianach poglądu wytykałem rzeczy, które mi się nie podobają i wskazywałem na pewne nielogiczności i niedociągnięcia. Oburzenie wielu osób z tego środowiska, złość, że ktoś może w ogóle publicznie krytykować cokolwiek związanego z CF, spowodowała niemal zupełne zaślepienie. Mało kto tak naprawdę zastanowił się nad słowami, które wypowiadałem, czy komunikowałem w dowolny inny sposób. Praktycznie zawsze była taka sama reakcja:

“Co za bezczelny szczyl, jak może w taki sposób mówić/pisać o moim wspaniałym CrossFit’cie?”

Pomyślałem więc sobie, że wrócę do tego wyjątkowo drażliwego tematu. Przede wszystkim aby doprecyzować i wyjaśnić pewną kwestie…
Mianowicie to, iż nie jestem zwolennikiem CF, nie oznacza od razu, że jestem jego przeciwnikiem. Jednak jak widać, dla środowiska CF nie jest to zrozumiałe i akceptowalne. Większość i tak niemalże każdy przejaw krytyki uznaje za formę ataku, przez co sami postawili mnie po stronie przeciwnej. To jest już jednak nie mój problem…

Dzisiejszego wpisu nie publikuję aby “wbijać kij w mrowisko” (choć spora większość pewnie i tak to właśnie odbierze) tylko po to aby raz na zawsze, przynajmniej mam taką nadzieję rozwiać wszelkie niedomówienia.

Zacznę od genezy problemu – skąd wziął się mój sceptycyzm w stosunku do zjawiska jakim jest CrossFit? Nie jest to problem “bezpośredni”z formą aktywności fizycznej jaką jest CF, tylko z ludźmi odpowiadającymi, tworzącymi i stojącymi za nim. Sama koncepcja CrossFit’u choć mocno utopijna jest bardzo atrakcyjna i obiecująca. Łączenie wielu form treningowych, wykorzystywanie całego spektrum przyrządów i narzędzi treningowych, praco o różnym, zmiennym stopniu intensywności oraz wiele, wiele więcej pozostałych pozytywnych aspektów, to bardzo mocne strony stojące za CF. Z mojej perspektywy najważniejsze jest to, iż dzięki temu zjawisku do łask wróciła cała masa dawno zapomnianego już sprzętu. Od kółek gimnastycznych, sztang, drążków, odważników kulowych po różnego rodzaju gum, skakanek, worków itd. Jednak najważniejszym prawdopodobnie atutem treningów typu cross jest fakt, iż zachęcił do zmiany dotychczasowego siedzącego trybu życia całą masę ludzi na całym świecie. Jest to niezaprzeczalnie jego niepodważalny atut i zarazem największe przekleństwo…

Tam gdzie jest duże zainteresowanie, dużo ludzi, tam są pieniądze. Tam gdzie są pieniądze pojawia się biznes. A wszędzie gdzie w grę wchodzi biznes i pieniądze, tam nieodłącznie są problemy!

Największym problemem CrossFit’u są moim zdaniem ludzie. Ludzie, którzy wypatrzyli tą formę aktywności zamieniając ją w maszynkę do zarabiania pieniędzy. Dużych pieniędzy. Tyczy się to niemal każdego wchłoniętego w to szaleństwo. Ci, którzy są najwyżej już dawno stracili kontakt z rzeczywistością, ci co aktualnie stoją za rozwojem CF w ogromnej większości robią to źle, a ci którzy wchodzą i rozpoczynają dopiero swoją przygodę z CF nieświadomie napędzają całą tą machinę przyczyniając się do dalszej degeneracji pierwotnego założenia.

Wystarczy spojrzeć co na przestrzeni kilku zaledwie lat stało się z CrossFit’em. Nagle jak grzyby po deszczy zaczęły wyrastać BOX’y, niemalże jeden na drugim. Trenerzy wszelkiego rodzaju hurtem zaczęli robić papiery CF Lvl 1… Zaczęła się masowa produkcja “specjalistów” zalewających świat. Do tego wszystkiego doszedł agresywny marketing napędzany znanymi markami wykładającymi ogromne sumy z pełną pewnością wielokrotnego zwrotu z poniesionych inwestycji. No i zaczęło się… Specjalistyczne buty, ciuchy, sprzęt i cała masa innego badziewia sygnowana CrossFit’em. Do tego afiliacje, haracze ściągane ze wszystkich, którzy chcieli korzystać z nazwy “CrossFit”, wzajemne zwalczanie się między BOX’ami, zawody itp. Ludzie oszaleli… Większość ślepo uwierzyła, że z kanapowców mogą stać się w zaledwie kilka dni maszynami zdolnymi do skakania, biegania, dźwigania, rzucania, latania i nie wiadomo czego jeszcze bez żadnych niebezpiecznych konsekwencji.

Nie mam pojęcia jak to teraz wygląda na świecie, ponieważ nie śledzę tego ale swoje wrażenia i doświadczenia opieram o to, z czym miałem i mam do czynienia u nas w Polsce. A Polska to kraj specyficzny, ludzie tutaj również charakteryzują się dość specyficzną naturą. Mamy oczywiście sporo atutów, ale niestety dość mocno zasłoniętych pod gęstym cieniem różnorakich wad. Wszystkie negatywne aspekty, które pojawiły się w CF, mam wrażenie, że w naszym kraju zostały jedynie spotęgowane. Spora większość ludzi tutaj zupełnie jak jakieś sępy dostrzegły możliwość zaistnienia i wzbogacenia. Nagle każdy zaczął mówić o CF, celebrować związek z nim po przez ubiór, aktywność na portalach internetowych itp. Równie szybko przybywało coraz więcej pseudo autorytetów. Ktoś ledwo zaczął trenować, ale już zapragnął być trenerem… Więc siup, szybki wypad na wyspy i wymiana kasy na certyfikat. Nie wiem czy dalej tak to wygląda, bo ktoś mi mówił, że zaszły pod tym względem jakieś zmiany, ale jeszcze całkiem nie dawno pozyskanie “papierka” wymagało jedynie trochę czasu i pieniędzy. Egzaminy nie przewidywały nawet części praktycznej… Szok!

Ludzie, którzy nie mieli żadnego pojęcia o takich fundamentalnych rzeczach w pracy trenerskiej jak chociażby podstawy anatomii, fizjologii czy metodyki treningu. Nie mówiąc już o jakimkolwiek praktyce i doświadczeniu w pracy z ludźmi i nauczaniu wyspecjalizowanych technik… których sami zresztą najczęściej dobrze, bądź wcale nie opanowali zaczynali pracę w roli trenerów/instruktorów. Rozpoczął się prawdziwy kabaret, głównie dla mnie bo dla tych, którzy padli ofiarami takich pseudo specjalistów nie kończyło się raczej zabawnie. Osoby, które same nie potrafiły wykonywać tak podstawowych i prymitywnych ruchów jak chociażby przysiad., które nie były w stanie pomóc same sobie zaczynały uczyć innych. A pozwoliłem podać sobie najdelikatniejszy przykład, bo nauka zaawansowanych technik dwubojowych, gimnastycznych czy wykorzystanie konkretnych narzędzi treningowych już zupełnie przerastały możliwości znakomitej większości lewelłanów. Nie stanowiło to jednak większego problemu jak się okazało…

Ludzie łapali kontuzję, ale na ich miejsce wskakiwali od razu kolejni chętni nakręceni hype’m narosłym wkoło CF. Gabinety fizjoterapeutyczne nagle prócz osób starszych, poszkodowanych itp. odżyły oblegane nieszczęśnikami pragnącymi za wszelką cenę zmienić się w maszyny. Tu też możemy zauważyć pewien trend i swego rodzaju modę… Tejpy czy foam rolling. Bez oklejonych barków i pleców różnokolorowymi taśmami, bez  godzin rolowania się na ziemi za pomocą wałków, piłeczek i innych dziwnych czynności nie można było nazywać siebie crossfiterem. Zwyczajnie wymagał tego status.

Crossfiterylewelłan zaczęły jednak coraz bardziej odczuwać presje ze strony bardziej doświadczonych i świadomych kolegów ze środowiska. Coraz ciężej było im zgrywać wszechwiedzących… i nie dziwota zresztą, spektrum dziedzin, które łączy CF i o których już po wkrótce pisałem wcześniej jest ogromna. Czy naprawdę ktoś jest na tyle naiwny aby wierzyć, że po zaledwie kilku godzinnym, weekendowym kursie zwieńczonym teoretycznym testem można uważać się za autorytet i specjalistę w tylu różnych dziedzinach? Podnoszenie ciężarów (dwu i trójbój), gimnastyka, praca o zmiennym charakterze intensywności, wyrabianie odporności krążeniowo-oddechowej. Poprawa zdolności motorycznych: siła, wytrzymałość, gibkość, szybkość, zwinność, psychomotoryka, równowaga, precyzja… A do tego wszystkiego jeszcze praca nad mobilnością, stabilnością, stretchingiem i wykorzystanie całej masy różnego rodzaju narzędzi treningowych, które często wiążą się ze znajomością poprawnej techniki i metod ich nauczania. Dużo tego, nawet bardzo dużo, wręcz przytłaczająco. Jak na jednego lewelłana to stanowczo za dużo, ale co tam lepiej i tak wciąż zgrywać mądrale.

Największe pretensje mam więc do społeczności CF, za ich podejście, bezmyślność i zamykanie się, wynikające ze strachu przed utratą autorytetu. Przed obawą, że zostaną obnażone ich braki i ograniczenia w warsztacie trenerskim. Ten strach powoduję jednak, że stają się jeszcze bardziej ślepi i wrażliwi na krytykę. Zaczyna się zwalczanie wszystkiego co zagraża i co wytyka błędy. Na szczęście wasz czas mija, długo udawać już nie będziecie. Powoli wasze szeregi się wykruszają i zostają tylko ci, którzy faktycznie wiedzą co robią i reprezentują prawdziwy poziom. Ci którzy robią swoje, nie krzyczą wkoło jacy są wspaniali, niepowtarzalni i niezawodni… Wszyscy ci, których moje słowa dotykają najbardziej, bo uogólniam i wrzucam do tego samego wora co tamtych. Musicie jednak wiedzieć, że nie mogę inaczej, staliście się mniejszością w sowim własnym świecie. Zalała Was cała masa krzykaczy, a ja zawsze odwoływałem się do ogółu i całości zjawiska jakim stał się CrossFit, nie do tej rozsądnej garstki niemal zupełnie zepchniętej i niewidocznej… 🙁

Na zakończenie podzielę się ze wszystkimi ostatnim już przemyśleniem w tym temacie. Dojrzałem do tego aby zrozumieć, że same słowa nic nie zmienią, że trzeba wprowadzić czyny. Wykorzystam falę popularności CF i skorzystam w tym celu z swego rodzaju “konia trojańskiego” przemycając własne podejście do tematu sprawności fizycznej oraz metody i koncepcje treningowe, z których korzystam. Widać, że ludzie chcą się ruszać, że chcą zmienić swoje życie ale trafiają głównie na CF bo tylko o tym się teraz mówi i praktycznie tym żyje cała branża fitness. To nie musi być wcale złe, wystarczy, że ludziom wskaże się drogę i uświadomi w pewnych kwestiach.
Wspólnie z Krisem – właścicielem klubu Athletes Forge w Jaworznie, z którym wspólnie tworzymy to miejsce mamy zamiar zrewolucjonizować podejście do aktywności fizycznej, w tym również do treningu typu cross. Naszym celem jest stworzenie wyjątkowego, niepowtarzalnego miejsca nie tyle na skale regionalną, miasta, regionu, czy Polski ale na skale światową!

Jak mawia stare mądre przysłowie: jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczki! I tym właśnie pozytywnym aspektem pozwolę sobie zakończyć ten wpis…Uff, zeszło się z tym, ale dziękuję każdemu, któremu wystarczyło cierpliwości i samozaparcia aby dotrwać do końca tego wpisu. 🙂 Oczywiście bardzo chętnie poznam Wasze zdanie w tym temacie.

4 komentarze

  1. Anonimowy pisze:

    Gdzie moge dac lajka pod postem i prowadzic konwersacje prywatna?

  2. BeF pisze:

    Opcja "lajkowania" postów została już dodana na blogu, informacja o kontakcie również. Pozdrawiam

  3. Mam to szczęście że mieszkam od AF-u tylko 6 minut samochodem 😀
    Niepowtarzalny klimat jaki tworzą instruktorzy jest wisienką na torcie ich fachowosci i znajomości tematu. Szanują każdego równo i tych zaawansowanych "zawodników" jak i początkujące "drewno", każdy się czuje równo 🙂 a od każdego indywidualnie zależy jak daleko zajdzie i co osiągnie 😉 Na pewno to miejsce mu to umożliwi, trza tylko chcieć 😉
    P.S. Ja trenuje w starych trzy letnich podniszczonych chalówkach 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *