Przemyślenia Outsidera – dieta paleo

Przemyślenia Outsidera – dieta paleo

Przed przylotem do Wietnamu mój sposób odżywiania wyglądał zupełnie inaczej. Od kilku już dobrych lat, romansuję z dietą paleo. Nie pamiętam dokładnie jak to się stało, w jaki sposób odkryłem ten konkretny styl odżywiania się, ale pamiętam, że w okolicach 2012 roku dotknął mnie pewien “kryzys”. Był to okres kiedy dość regularnie (przynajmniej na tyle na ile pozwalała mi ówczesna praca i styl życia) praktykowałem treningi parkour oraz kiedy postanowiłem, że się przekwalifikuję i zostanę trenerem/instruktorem w branży fitness. Był to również okres odkrywania i poznawania metod treningowych Pavla Tsatsouline, który ostatecznie doprowadził do wielkiego research’u, którego się podjąłem i który tak naprawdę trwa do dnia dzisiejszego. Studiując wiele źródeł, przekopując internet, czytając całą masę książek itp. trafiłem na styl odżywiania, który mnie zafascynował, z którym się utożsamiałem i który mnie przekonywał swoimi argumentami i faktem, że wiele informacji, pokrywało się z dotychczasową wiedzą, którą na tamte czasy udało mi się zdobyć. Był to bardzo ważny moment w moim życiu, który zaowocował wieloma zmianami na poziomie mojego życia prywatnego jak i zawodowego.

Wróćmy jednak do owego “kryzysu”, o którym wspomniałem wyżej bo stanowił on punkt zapalny w procesie zmian moich nawyków żywieniowych. Jako młoda, aktywna fizycznie osoba w tym właśnie momencie życia odczułem dość wyraźny spadek energii. Nie chodzi o to, że osłabłem fizycznie… Wręcz przeciwnie. W tym okresie trenowałem bardzo intensywnie, kładąc ogromny nacisk na trening z masą własnego ciała, który zawsze stanowił i wciąż stanowi dla mnie podstawę aktywności fizycznej, ale również wdrażałem się w trening siłowy z wykorzystaniem wolnych ciężarów, głównie eksperymentowałem z kettlami. Więc pod kątem szeroko rozumianej siły fizycznej byłem w bardzo dobrej formie. Kryzys dotyczył bardziej subtelnego elementu jakim były moje odczucia względem treningu. Nie wiem jak to dokłądnie wytłumaczyć, w jakie słowa to ubrać aby oddać to co czułem, ale choć z zewnątrz wszystko wyglądało bardzo dobrze, wewnątrz czułem, że dzieję się coś niepokojącego. Może pracowałem zbyt dużo, trenowałem ponad ówczesne możliwości i mentalnie mnie to przerastało, a może powód był zupełnie inny… Nie wiem, ale wiem, że ogromnym czynnikiem, który się do tego stanu rzeczy przyczynił był mój ówczesny sposób odżywiania.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, iż do tej pory wydawało mi się, że jem zdrowo. Pamiętam, że moje śniadanie stanowiła zupa mleczna – cała miska odtłuszczonego mleka, plus płatki śniadaniowe (główne uwielbiane wtedy przeze mnie płatki Nestle – te czekoladowe jak Nesquik i Chocapic). Na lunch dwie bułki pszenne z Lidla i jogurt owocowy albo tosty z serem i szynką. Obiad jakiś standardowy, jak w większości domów w Polsce, a na kolację ciemne pieczywo z masłem orzechowym (z orzeszków ziemnych ale Nutellą też nie pogardziłem). Tak w ogromnym uproszczeniu wyglądały moje posiłki.

Teraz oczywiście rozumiem swoją głupotę… Naiwna wiara w porady “ekspertów” i podążanie za wszystkim znaną “piramidą zdrowa” doprowadziły do tego, że czułem się niekomfortowo i źle. Większość ludzi żyję tak niemal całe swoje życie uznając to za coś normalnego. Na szczęście ja mam bardzo specyficzne podejście do mojego ciała, szanuję sobie utrzymywanie bliskich z nim stosunków i staram się być wrażliwy i czujny na wszelkie zachodzące w nim zmiany. Więź ta podpowiadała mi, że problem (a przynajmniej jego największa część) musi tkwić w tym co jem.

Przeczytałem naprawdę całą masę książek na temat zdrowego odżywiania się i im bardziej się zagłębiałem w ten temat tym większy miałem mętlik w głowie. Niczego nie byłem pewny, ponieważ informację wzajemnie się wykluczały, każdy styl odżywiania miał swoje argumenty na potwierdzenie swoich tez. Wiele rzeczy było przyjmowane tak po prostu bez większego wyjaśnienia… Do niczego nie mogłem się w pełni przekonać. W końcu po jakimś czasie trafiłem na sposób odżywiania się wzorowany na ludziach pierwotnych i z marszu poczułem, że to jest TO!

Każdy w życiu ma jakieś swoje zasady, na których się opiera. Dla jednych wyznacznikiem stanowi religia, dla innych poglądy ich rodziców/opiekunów/idoli itp. Źródeł i wzorców jest cała masa… Ja zawsze na życie staram się patrzeć możliwie neutralnym okiem i aby to zrobić potrzebuję jakiegoś punktu zaczepienia. Nie ma chyba nic bardziej neutralnego niż prawa natury i natura sama w sobie. Więc to właśnie ona – Natura stanowi dla mnie wyznacznik. Kiedyś może napisze na ten temat więcej ale teraz na potrzeby tego artykułu ograniczę się tylko do niezbędnego minimum. Trafiając więc na dietę paleo, która w ogromnym uproszczeniu mówi nam, że chcąc być zdrowym i sprawnym zarówno fizycznie jak umysłowo powinniśmy maksymalnie zbliżyć się do naturalnego dla człowieka stylowi życia uwzględniającego naturalną żywnośćnaturalną aktywność fizyczną, powrót do naturalnego zegara biologicznego oraz wiele, wiele więcej… wiedziałem, że własnie znalazłem to czego szukałem.
Wszystko jest dla mnie bardzo logicznie, przedstawione argumenty są przekonywujące i w większości poparte nauką, co dla wielu może być ważną informacją. Z marszu pochłonąłem całą ówcześnie dostępną w Polsce literaturę na ten temat i rozpocząłem swoją nową przygodę żywieniową. Nie ukrywam, że rozstać się z produktami mlecznymi, pieczywem, makaronami, orzeszkami ziemnymi, słodyczami i całą masą przetworzonego żarcia nie było łatwo. Wprowadzanie nowych nawyków żywieniowych również wymagało trochę poświęcenia ale efekty były tego wszystkiego wartę. Największą i zarazą najmocniej odczuwalną dla mnie zmianą było to jak moje ciało zarządzało energią. Nie dość, że na zdecydowanie ograniczonej pod względem węglowodanów diecie czułem się znacznie lepiej, byłem silniejszy, głowa stała się jakby lżejsza i myślało mi się sprawniej to jeszcze moje ciało wyglądało przy tym o wiele korzystniej (głównie po przez zredukowanie tkanki tłuszczowej, co nie stanowiło dla mnie priorytetu ale było bardzo miłym dodatkiem). Oczywiście wszystko to idealnie zgrało się z moim nowym stylem życia i formą aktywności fizycznej (chodzi mi o to, że maratończyk dla przykładu daleko by nie zabiegli jedząc w ten sam sposób jak ja wtedy, ale bez obaw nie znaczy to wcale, że paleo nie jest dla nich. W dalszej części artykułu rozwinę ten temat.). Czułem się świetnie, funkcjonowałem doskonale i doświadczyłem tego, że owoce są super słodkie, warzywa całkiem smaczne, a większość potraw nie wymaga jakiegoś szczególnego doprawiania. Zdecydowanie zmysł smaku wyostrzył się do nowego wcześniej nieznanego mi poziomu (odczucia smakowe były na tyle intensywne, że kiedyś eksperymentując “poparzyłem” sobie język chipsem – był tak słony i ostry, że aż mnie język szczypał). Wszystko to sprawiło, że dieta naszych przodków (jak zwykło się ją nazywać) zaczęła stanowić fundament mojego podejścia do odżywiania i pchnęła mnie dalej do pogłębiania wiedzy w tym temacie.
Oczywiście zdążały się odstępstwa na przestrzeni tego czasu, okresy swobody żywieniowej ale byłem świadomy ceny i zawsze z pokorą ją płaciłem. Musicie jednak wiedzieć, że takie podejście do odżywiania niesie za sobą pewne ryzyko. Ponieważ w Polsce ogromną uwagę przykładałem do tego co jem i jakiej jakości jest to jedzenie, mój żołądek stał się bardzo delikatny. Każdy cheat day kosztował mnie wyraźnym uczuciem dyskomfortu, nawet przez kilka następnych dni, a czasem nawet problemami żołądkowymi. Nie zapomnę gdy pierwszy raz zjadłem pizze po ponad 3 miesięcznej rygorystycznej i bardzo solidnie dotrzymanej paleolitycznej diety. Mój żołądek i jelita powracały do równowagi przez jakieś dwa tygodnie.

Pierwsze kilka miesięcy w Wietnamie równiwż udowodniły mi jak bardzo mój żołądek stał się wrażliwy. Jedzenie tutaj jest naprawdę przepyszne, od zawsze uwielbiam azjatycką kuchnię i doceniam azjatycką sztukę łączenie różnych smaków ze sobą. Niestety kuchnia wietnamska choć wyjątkowo smaczna do zdrowej kuchni bym jej na pewno nie zaliczył. Przede wszystkim jakość pożywienia, która w większości jest fatalna. Możecie sobie wyobrazić co zawiera mięso, owoce i wszelakie streat foods, które są przez cały dzień sprzedawane prosto z ulicy. Miliony skuterów i samochodów przejeżdża codziennie przez takie ulice, a jedzenie to cały czas jest bezpośrednio wystawione na wszelkie toksyny i zanieczyszczenia. To jednak nie jedyny problem… Kolejnym jest wszechobecne korzystanie z wszelkiego rodzaju chemikaliów, którymi szprycuję się tutaj żywność, w tym wzmacniacze smaku, jak glutaminian sodu, który traktowany jest tutaj jako przyprawa. Przy najbliższej okazji postaram się nagrać kilka filmików przybliżających Wam jak to tutaj wygląda.

Przez ten czas, który tuta spędziłem w Wietnamie mocno oddaliłem się od swoich dotychczasowych nawyków żywieniowych. Nie narzekam bo spróbowałem naprawdę wiele lokalnych potraw, na które normalnie nie mógłbym sobie pozwolić. Odczuwam niestety teraz skutki takiego jedzenia. Biorąc więc pod uwagę to jak się czuję i jak zmieniło się moje ciało przez ten czas, mogę stwierdzić, iż z pewnością nie są to zmiany pozytywne. Tęskni mi się do “paleolitycznych” nawyków żywieniowych, które przyswajałem przez ostatnie kilka lat i teraz muszę zrobić wszystko aby wrócić do tego stylu życia i odżywiania. Oczywiście nie oznacza to, że będę nago biegał po miejskiej dzięgli z dzidą w rękach i polował na zwierzęta. :p

Dietę paleo z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim bez wyjątków, nawet wspomniani prze zemnie maratończycy (i wszyscy inni zwolennicy sportów wytrzymałościowych) po uwzględnieniu pewnych modyfikacji mogą z powodzeniem kontynuować treningi bez żądnego negatywnego wpływu z powodu zmian żywieniowych. Tak wiec niezależnie od tego, czy czy dieta paleo Cię interesuję, czy też nie warto sięgnąć po lekturę poniższych książek, które polecam wszystkim, którzy interesują się zdrowym stylem życia i chcieli by poprawić swoje nawyki żywieniowe.

Najważniejsza dla mnie pozycja to książka Robba Wolfa pt. “PALEO dieta”, zdecydowanie najlepsza książka, od której warto zacząć swoją przygodę z paleo. Masa wartościowych informacji, w bardzo prosty sposób wytłumaczone dość zawiłe biochemiczne niuanse i generalnie skarbnica wiedzy w temacie zdrowego stylu życia. Polecam również stronę internetową Robba gdzie znajdziecie całą masę wartościowych informacji oraz świetne podcasty. (https://www.robbwolf.com)

Kolejnym bardzo fajnym i wartościowym tytułem jest “Zdrowie zaczyna się od jedzenia” autorstwa Mellisa i Dallas Hartwing – małżeństwo które wiedzę czerpało głównie od Robba Wolfa właśnie (czyli autora wcześniej wymienionej przeze mnie książki).

Później warto sięgnąć po klasyk, czyli pierwszą oficjalną książkę o diecie Paleo dra Loren Cordaina. Cordain uważany jest za “ojca” paleo diety, ponieważ jako pierwszy zaczął używać tej nazwy i był największym propagatorem tego sposobu odżywiania. Jego uczniem był natomiast Robb Wolf, który teraz jest jednym z największych autorytetów w tej dziedzinie. Książka będzie dobrym usystematyzowaniem zdobytej wiedzy z poprzednich tytułów oraz da Wam dobry pogląd w to jak ewoluowała dieta paleo na przestrzeni tych kilku ostatnich lat. Nie są to duże zmiany bo przedstawiony pogląd i całą pierwotna koncepcja zachowały się niemal w niezmienionej formie, jednak kilka niuansów dość wyraźnie pokazuję jak często pewne utarte poglądy, które w danym czasie uważane są za słuszne, z czasem okazują się nie do końca takie pewne.

Dobrym uzupełnieniem całości będzie również zapoznanie się z książką dra Williama Davisa pt. “Dieta bez pszenicy”. Nie jest to co prawda książka o paleo, ale nie ma to żadnego znaczenia, bo nie o paleo tu chodzi tylko o to, aby nasz sposób żywienia był zdrowy i maksymalnie zbliżony do tego, do czego człowiek od początku swego istnienia został stworzony. Książka bardzo rzetelnie wyjaśnia dlaczego produkty zbożowe nie są dla człowieka dobre oraz zawiera całą masę wartej poznania wiedzy.

I na koniec warto sięgnąć po książkę “Dieta dla aktywnych”, która teraz wydawana jest pod bliższym oryginałowi tytułem “Paleodieta Dieta dla aktywnych”. Autorami są wspomniany już twórca paleo diety Dr Loren Cordain oraz “guru” sportów wytrzymałościowych Joe Friel. Jeśli chcesz biegać w maratonach i odżywiać się jak na jaskiniowca przystało, ta książka będzie niezbędna. 😉 A tak na poważnie to po prostu warta przeczytania pozycja.

I na koniec link najlepszej moim skromnym zdaniem, polskiej strony internetowej poświęconej diecie paleo – paleoSMAK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *