Odwiedziny Avinash’a, Hanoi 29-30.09.2017

Odwiedziny Avinash’a, Hanoi 29-30.09.2017

Miniony weekend spędziłem w towarzystwie mojego znajomego z Indii, którego poznałem przy okazji pierwszej wizyty w HCMC (Sajgon). Avinash, który jest joginem, nauczycielem ruchu oraz wieloletnim studentem Ido Portal’a rozpoczął swoją podróż po Azji aby uczyć (siebie samego jak i innych), poznawać nowe kultury, ludzi i aby się rozwijać. Na szczęście Hanoi stało się jednym z punktów jego podróży więc mogliśmy się spotkać, trenować i podyskutować na wiele tematów. Zaoferowałem mu nocleg u siebie w apartamencie, więc choć nie zawitał w Hanoi na długo, mieliśmy wystarczającą ilość czasu aby uczynić te kilka dni bardzo intensywnymi i wartościowymi.
 

Przede wszystkim wspólne treningi… Już w Sajgonie trening z Avinashem był dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem (o czym możecie poczytać tutaj – Sajgonowo – movementowo) ale teraz mieliśmy większe możliwości, nieograniczone tylko do jednego miejsca. Odwiedziliśmy więc najlepsze moim zdaniem miejsce treningowe jakie możecie znaleźć w Hanoi – PHG Club (Phước Hưng Gymnastics). Jest to kameralna sala gimnastyczna, którą otworzył kolejny mój znajomy – Phạm Phước Hưng, który jest naprawdę wyjątkową postacią. Hưng jest “narodowym skarbem” Wietnamu, to zawodowy gimnastyki, wielokrotny multimedalista, człowiek, który jako pierwszy dla Wietnamu zdobył złoty medal, wygrywając World Challenge Cup w 2012 roku, w Belgi na Artistic Gymnastics FIG World Cup. Aby podkreślić wielkość i wybitność jego sukcesów sportowych wspomnę jeszcze, że dwukrotnie zakwalifikował się do kadry olimpijskiej i był uczestnikiem Olimpiady w 2012 i 2016 roku. Dla mnie ogromnym zaszczytem jest móc z nim trenować i uczyć się pod jego okiem. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nim więcej odsyłam do krótkiej noty na Wikipedii.

 
Samo PHG to miejsce stworzone z miłości do ruchu i chęci krzewienia aktywnego trybu życia. Idea nie ogranicza się tylko do gimnastyki, ale zrzesza wszystkie formy aktywności ruchowej, od tańca po parkour. To jest najlepsze miejsce na jakie mogłem trafić i jestem ogromnie wdzięczny sile przyciągania, która od wielu już lat zawsze kieruję mnie do ludzi i miejsc, które wpasowują się idealnie w mój styl życia.

Trening w PHG odbyliśmy w gronie dwóch wietnamskich wspólnych znajomych – Binh’a i Hiếu. Oboje to prawdziwe movemementowe freak’i. Binh to nauczyciel czegoś, co nazwałbym “modern yoga”, a Hiếu to jeden z najwybitniejszych freerunerów jakie było mi dane spotkać w swoim życiu.

Obu warto obserwować na Facebooku i Instagramie:

Drugi dzień pobytu Avinasha to wczesna poranna porcja ruchu i medytacji (ale ta pobudka przed 7am to przesada generalnie). Już się nie mogę doczekać kiedy całą tą zebraną wiedzę i doświadczenie z pobytu w Azji będę mógł kiedyś przekazać na treningach i warsztatach w Polsce. Od kilku już dobrych lat zagłębiam się w tematy medytacji, oddechu itp ale czerpać wiedzę z książek, czy internetu, a móc mieć fizycznie kontakt z samym źródłem (jakim są ludzie, wychowani w kulturze, która stanowi podwaliny i punkt początkowy wszystkich tych filozofii oraz koncepcji) to totalnie inna bajka. Shaking meditation dla przykładu, o której czytałem jedynie w książkach (głównie książkach Osho). Dzięki Avinash’owi stała się moją codzienną rutyną, która choć wygląda kontrowersyjnie (ale tylko w naszych zmanierowanych/powykręcanych europejskich oczach i umysłach) stanowi potężne narzędzie w pozbywaniu się napięć w ciele i pomaga w oczyszczeniu umysłu.

Później przyszedł czas na trening w plenerze, czyli to co każdy mover kocha najbardziej. Naturalne otoczenie daję całą masę nieskończonych możliwości ruchowych. Tutaj się role odwracają i w przeciwieństwie do wygodnych, dostosowanych do naszych potrzeb klubach fitness i całej gamy wyposażenia i sprzętów, które mają sprawdzić trening prostszym, przyjemniejszym i efektywniejszym (a które w większości jedynie upośledzają nasz potencjał ruchowy), to my musimy się dostosować do otoczenia. Uwielbiam interakcję z otoczeniem – drzewo, kamień, schody, barierki, ławki… Wszystko to daję nam ogromne możliwości i wymusza na nas adaptację. To nie jest komfortowa sala ćwiczeń gdzie niemal każdą przeszkodę/element możemy dowolnie przestawić, przesunąć, czy generalnie dostosować do naszych potrzeb (czytaj ograniczeń), umiejętności i poczucia bezpieczeństwa. Drzewa nie przestawimy, muru również, ale to właśnie przez to uruchamiamy w nas potrzebę sprawdzenia się, wyjście ze swojej strefy komfortu oraz eksploracji i eksperymentów, które zazwyczaj owocuję w niezwykle wartościowe doświadczenia.

Poniżej krótki filmik z treningu z Avinash’em w jednym z przyjemniejszych parków w Hanoi – Botanic Garden:

 

 

A po treningu przyszedł czas na celebrowanie końca mojej diety oczyszczającej. Spędziliśmy praktycznie całe popołudnie i wieczór przyrządzając pyszne i zdrowe jedzenie. Był kurczak i ryż po indyjsku, które przygotował Avinash i które ukazały mi niezwykłą moc przypraw (które zawsze zabiera ze sobą, teraz dokłądnie rozumiem dlaczego). Była najlepsza alternatywa pizzy jaką można zrobić samemu w domu – bez glutenu, bez nabiału ale z idealnym spodem (czyli ciastem bez ciasta) oraz serem (ale takim z ograniczoną ilością laktozy i kazeiny). Był również prawdziwy deser – ciasto a’la Rafaello, ale bez żadnego syfu i cukru (przynajmniej nie w jego tradycyjnej niezdrowej postaci). Oba przepisy są autorskie, aczkolwiek inspirowane przepisami z internetu, więc pewnie się kiedyś z Wami nimi podzielę. Na razie nacieszcie oczy zdjęciami:

 

Był czas na rozmowy, wymianę poglądów itp. Generalnie był to bardzo dobry czas w gronie wspaniałych ludzi. Z tego miejsca chciałbym podziękować i wyrazić swoją wdzięczność każdemu, który przyczynił się w moim życiu do bycia tym kim jestem.
PS: Następny post będzie podsumowaniem całego okresu diety oczyszczającej, który powinien wrzucić już wczoraj. Postaram się jednak opublikować go najpóźniej do tego piątku.Pozdrawiam

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *