Gua Sha – antyczna forma lecznicza

Gua Sha – antyczna forma lecznicza

Artykuł ten napisałem już miesiąc temu będąc jeszcze w Wietnamie. Z różnych względów moment opublikowania go mocno mi się przeciągnął. Teraz jednak gdy jestem w Polsce i mój organizm nie poradził sobie z różnicą klimatyczną i znacznie niższymi temperaturami, dwukrotnie korzystałem z opisywanej tutaj metody leczniczej z pozytywnym skutkiem. Po zaledwie trzech dniach pobytu w Polsce dopadła mnie gorączka, później przeziębienie – katar, zawalone gardło itp. Zaznaczę jedynie, że przez okres choroby nie korzystałem kompletnie ze wsparcia farmakologicznego, a wyleczyłem się przyjmując czystą witaminę C oraz wykonując zabiegi gua sha i stawiania baniek.

W samym Wietnamie wielokrotnie wykonywałem ten zabieg nie tylko na sobie samym ale również na wszystkich znajomych i podopiecznych oraz studiowałem jego teorie czerpiąc ze źródeł, czyli Wietnamczyków, dla których metoda ta jest czymś zupełnie normalnym i naturalnym (jak u nas branie tabletki przeciwbólowej, czego oczywiście nie pochwalam). Czytelnicy mojego bloga i osoby, które mnie znają wiedza, że nie jestem zwolennikiem tzw. medycyny akademickiej i generalnie nienaturalnych, chemicznych substancji, które są nam polecane. Stąd moje ogromne zainteresowanie metodami naturalnymi, medycyną alternatywna i oczywiście podejściem tradycyjnej medycyny chińskiej lub ogólnie wschodniej.

 

Gua sha stało się dla mnie jednym z największych “skarbów”, które poznałem przebywając w Wietnamie i stałym elementem mojej praktyki, którym chciałbym się teraz z Wami podzielić oraz prezentować go na warsztatach ruchowych, z którymi planuję ruszyć już niebawem.

Co to jest Gua Sha?

Gua sha to metoda uzdrawiania/leczenia wywodząca się z tradycyjnej medycyny wschodu. Nazwa pochodzi od dwoch chińskich słów – “gua”, które w wolnym tłumaczeniu oznacza pocierać i “sha”, które możemy przełożyć jako zaczerwienienie lub czerwona wysypka. Oddaję to dość wiernie samą istotę tego zabiegu.
W Wietnamie gdzie pierwszy raz spotkałem się z tą formą terapii i gdzie ją poznawałem, nazwana jest “cạo gió”, co możemy przetłumaczyć jako zeskrobać wiatr. W języku wietnamskim “wiatr” w tym kontekście oznacza przeziębienie/chorobę, więc nazwa ma sugerować, że po przez skrobanie ciała chcemy się pozbyć choroby.
Ciężko jednoznacznie określić jak stara jest to metoda, zapisy jej dotyczące sięgają ponad 2000 lat udokumentowanej historii, jednak sama metoda jest o wiele starsza. Możemy znaleźć przesłanki i dowody na to, że choć pod inną nazwą to bliźniacza metoda była wykorzystywana choćby w antycznej Grecji, a nawet w czasach prehistorycznych gdzie naturalną reakcją na bolące miejsce było pocieranie go.
Jak widać metoda ta dość mocno zakorzeniona jest w naszych początkach i choć na wschodzie wciąż praktykowana i powszechnie znana, tak na zachodzie jak zwykle mało popularna, mocno niedoceniana i wypierana przez medycynę akademicką. A szkoda… Bo sama metoda choć bardzo prosta, jest skuteczna i wyjątkowo korzystna dla naszego organizmu.
Na czym to polega?

Gua sha z grubsza polega na pocieraniu uprzednio wysmarowanego olejem lub maścią miejsca/obszaru na naszym ciele za pomocą prostego narzędzia. Jest to metoda podobna do masażu i akupresury ale skoncentrowana bezpośrednio na zwiększeniu przepływu krwi pod powierzchnią skóry, co przynosi wiele pozytywnych, zdrowotnych efektów dla naszego ciała.

Przykładowe narzędzia do wykonywania gua sha.
Oryginalnie zabieg ten wykonywano monetą, metalowa pokrywką od słoika, łyżką, a nawet ceramiczna miseczką lub specjalnymi narzędziami wykonanymi z rogu bawoła, kamienia, drewna itp. Warto jedynie zaznaczyć, że wszystkie te przedmioty cechuje brak ostrych krawędzi. Obecnie posiadamy szeroki zakres wyboru odpowiednich narzędzi. Ważne jest to, iż nie odniesiemy dużo większych korzyści korzystając z “profesjonalnego przyrządu” przeznaczonego stricte do gua sha w porównaniu z kuchenną łyżką lub nóżem (tępa strona), które każde z nas posiada w domu. Główna różnica polega na wygodzie użytkowania i ma znaczenie głównie wtedy jeśli często wykonujemy zabieg gua sha – w takich okolicznościach warto zainteresować się czymś bardziej profesjonalnym.
Jakie daje to korzyści?
Gua sha wpływa pozytywnie na układ odpornościowy, redukuje stany zapalne przez co zapewnia szybką, prostą i trwałą ulgę przy wielu dolegliwościach bólowych ale również sprawdza się świetnie jako narzędzie w walce z całą plejadą problemów zdrowotnych:
  • Ból i sztywność (mięśniowo/stawowa)
  • Gorączka i przeziębienie
  • Ból pleców i karku
  • Grypa i zapalenie oskrzeli
  • Bóle głowy i uszu
Zabieg ten potrafi pomóc nawet przy problemach alergicznych, astmie i nudnosciach.
Istnieje wiele mechanizmów odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, które tłumaczy tak myśl naukowa wschodnia jak i tradycyjna zachodnia. W tym artykule możemy znaleźć bardziej naukowe wyjaśnienie mechanizmów stojących za gua sha – The Science of Gua Sha.
Moją uwagę przykuł fakt, iż dzięki tak prymitywnej metodzie w bardzo prosty sposób można wpłynąć na natychmiastowe zwiększenie zakresu ruchomosci w stawach po przez rozluźnienie mięśni, dokrwienie ich i generalnie pozytywne reakcje na otaczający dany staw tkanki i struktury.
Czy to jest bolesne?
Muszę przyznać, że gdy spotkałem się pierwszy raz z techniką gua sha efekt w postaci czerwonych śladów na ciele nie wyglądały przyjemnie i zachęcająco. Ciało po takim zabiegu bardziej przypomina skutki pobicia w postaci przetarć, siniaków itp niż metody leczniczej. Całokształt wygląda dość dramatycznie i co za tym idzie boleśnie. Ale czy faktycznie jest bolesne?
 
Jeśli w trakcie zabiegu odczuwasz naprawdę duży ból, najprawdopodobniej robisz coś źle (lub osoba, która to wykonuję). Poprawnie przeprowadzony zabieg jest bardzo orzeźwiający dla naszego ciała. Łagodzi przeciążenia i pomaga uwolnić napięcie, które kumuluję się w naszych mięśniach i tkankach. Oczywiście momentami potrafi być niekomfortowo, ale generalnie nie powinno być boleśnie. Sam zabieg można porównać do głębokiego masażu lub stawiania baniek, które świetnie się uzupełniają i współgrają. W Wietnamie najczesciej przed wykonaniem zabiegu gua sha, wykonuje się prostą formę masażu, a po samym zabiegu stawia się bańki co przynosi najlepszej rezultaty w walce z wieloma dolegliwościami.
Porównanie z lewej przed i prawej po zabiegu.
Pamiętajmy, że po takim zabiegu powinniśmy pić dużo wody i zapewnić sobie odpowiednią ilość czasu na odpoczynek i relaks. Picie odpowiedniej (dużej) ilości wody ma tu kluczowe znaczenie. Woda pomoże skutecznie usunąć różnego rodzaju toksyny, metabolity i inne zbędne produkty przemiany materii, które zostały uwolnione za sprawą gua sha. Ciężkie treningi i ćwiczenia, obwite posiłki, picie kawy, herbaty, czy alkoholu również warto odstawić na kilka dni. Poświęćmy więcej uwagi na ochronę miejsc podjętych zabiegowi i starajmy się unikać przewiania, zimna i bezpośredniego wystawiania na działanie słońca. Uzbrójmy się w cierpliwość i dajmy naszemu ciału spokojnie dojść do siebie.
Czy to jest bezpieczne?
Oczywiście korzystając z usług specjalisty (czytaj głównie Chińczyka lub Wietnamczyka, który korzysta z tej metody od pokoleń) nie ma się czego bać. Generalnie metoda sama w sobie jest dość prosta i nieskomplikowana więc szansę, że zrobimy sobie krzywdę są raczej niewielkie.
Główna różnic między specjalistą, a amatorem jest taka, że amator nie ma wystarczającej wiedzy i doświadczenia w temacie takich koncepcji jak: Yin i Yang, Energia Chi (Qi), Wu Xing (Pięć Elementów), Systemu Meridianów i całej reszty pojęć wywodzących się z TCM (Traditional Chinese Medicine – Tradycyjna Chińska Medycyna), przez co nie jest w stanie odczytać i interpretować zaczerwienionych śladów, które pojawią się na skórze.
Dobra informacja jest jednak taka, że nawet nie posiadając wiedzy w tym zakresie i nie wierząc w to całe “wschodnie czary-mary” wciąż doświadczymy pozytywnych efektów gua sha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *